Nie szukałam hotelu. Szukałam pozwolenia, żeby przestać wybierać.

Była 22:47. Miałam otwartych kilkanaście kart w przeglądarce i żadnej decyzji.

Szukałam hotelu na Mauritiusie. Po dwudziestej stronie z opisem wszystkie zaczęły brzmieć tak samo: "unforgettable experience", "private paradise", "luxury redefined". Baseny wyglądały identycznie. Plaże wyglądały identycznie. Nawet zdjęcia śniadań zaczęły się zlewać w jeden, nieskończony talerz owoców egzotycznych.

Opinie Gości. Tam zwykle szukam prawdy, kiedy marketing przestaje mi cokolwiek mówić.

I wtedy trafiłam na zdanie o hotelu La Masion 20 Degrés Sud:

"Ten hotel jest tak rewelacyjny, że czułem się, jakbym w nim mieszkał, a nie przebywał."

Zamknęłam pozostałe karty.

W sekundzie wybór stał się dla mnie oczywisty.

Ciekawe, że akurat to zdanie mnie złapało.

Opracowany w 1987 roku model Censydiam, mapuje ludzkie motywacje zakupowe na dwóch osiach: indywidualizm vs. kolektywizm oraz kontrola vs. stymulacja. Na ich przecięciu leży osiem podstawowych potrzeb: władza, status, przyjemność, witalność, przynależność, łączność, ochrona i kontrola.

Większość komunikacji w hospitality celuje w witalność i przyjemność – "poczuj energię wyspy", "żyj pełnią życia".

Ja, po dwudziestej identycznej stronie z basenem, nie szukałam energii. Szukałam czegoś dokładnie odwrotnego.

Szukałam schronienia przed chaosem wyboru, miejsca, które samo powie mi "wystarczy, to jest to", żebym nie musiała już nic porównywać.

Czegoś spójnego i przewidywalnego, gdzie nazwa brzmiąca jak współrzędne geograficzne, a nie marketingowy slogan, oraz restrykcyjna polityka "bez dzieci poniżej 12 roku życia" mówiły mi: tu nic nie jest przypadkowe, możesz się rozluźnić, ktoś już to wszystko przemyślał za Ciebie.

Jedno zdanie w opinii, "czułem się, jakbym mieszkał, a nie przebywał". Nie chodziło o wygodne łóżko. Chodziło o bliskość, o poczucie, że to miejsce Cię przyjmuje, a nie tylko zakwaterowuje.

To nie jest profil kogoś, kto szuka statusu na Instagramie albo imprezy do białego rana. To profil dokładnie tego gościa, do którego mówi cicha, osobista, adults-only filozofia butikowego hotelu.

La Maison 20 Degrés Sud trafił do mnie, bo cała jego komunikacja - od nazwy po politykę rezerwacji – mówiła językiem tych samych trzech potrzeb, zanim jeszcze przeczytałam tę jedną opinię.

To nie był szczęśliwy przypadek jednego dobrze napisanego zdania. To była komunikacja, która wiedziała, do kogo mówi.

20 Degrés Sud - nazwa już zrobi połowę roboty.

Jedyny Relais & Châteaux na całym Mauritiusie. Ukryty za starą, drewnianą bramą powozową, w dawnym gaju kokosowym nad laguną w Grand Baie.

Nazwa brzmi jak współrzędne geograficzne, bo nimi właśnie są. To szerokość geograficzna wyspy. Nie "Paradise Resort". Nie "Ocean View". Liczba i kierunek. Sekretna lokalizacja, którą ktoś Ci właśnie zdradził, a nie nazwa wymyślona przez dział marketingu.

Konsekwentnie. Kolonialny styl. Brak dzieci poniżej 12 roku życia, świadomie odrzuca część rynku, aby pozostałym zapewnić wyjątkowy pobyt. Kolacja na pokładzie Lady Lisbeth, najstarszej motorówki na wyspie. Nic tu nie jest przypadkowe.

Dlatego jedno zdanie w opinii mogło zabrzmieć tak mocno?

Bo cała reszta komunikacji hotelu wcześniej na to pozwoliła. Zanim jeszcze się zamelduję, hotel już wiedział, kim jestem. I to właśnie czuję, na długo zanim zobaczę recepcję.

Moment, który mnie jako stratega, nie tylko jako gościa interesuje najbardziej.

To Booking dał mi ten hotel. To dobrze. Tak wygląda dziś odkrywanie miejsc, przez platformy, przez opinie, przez porównywanie kart w przeglądarce. Nikt rozsądny nie oczekuje, że pierwszy gość znajdzie hotel przez jego własną stronę. OTA robi dokładnie to, do czego zostało stworzone: pomaga być znalezionym.

Prawdziwe pytanie nie brzmi, jak trafiłam do tego hotelu pierwszy raz.

Brzmi: co się wydarzy między moim wymeldowaniem a moim następnym urlopem, żeby następnym razem zarezerwować bezpośrednio, a nie znowu przez platformę?

  • Czy dostanę coś więcej niż automatyczny mail z podziękowaniem?

  • Czy hotel przypomni mi, dlaczego wróciłam z tego wyjazdu będąc inną osobą, niż wyjechałam?

  • Czy zbuduje ze mną relację, czy tylko zapis w systemie rezerwacji?

To jest dokładnie ta luka, na której pracuję z moimi klientami. Miejsce może dostarczać doświadczenie 9/10 i hotel z tej historii najwyraźniej dostarcza. Ale jeśli komunikacja po pobycie milczy, gość, który mógłby stać się stałym, bezpośrednim klientem, wraca tam, gdzie go znalazł za pierwszym razem. Na platformę. Nie dlatego, że mu się nie podobało. Dlatego, że nikt po wyjeździe nie dał mu powodu, żeby zrobić to inaczej.

Odkrycie może należeć do OTA. Powrót powinien należeć do Ciebie.

Pomagam butikowym hotelom i wellness retreats budować tę drugą część. Tak, żeby gość, którego już raz przekonałeś do swojego obiektu, następnym razem wrócił prosto do Ciebie.


Next
Next

Dlaczego 90 sekund może mieć większy wpływ na lojalność gościa niż program lojalnościowy?